<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?><rss version="2.0">
  <channel>
    <generator>intenSys feed generator</generator>
    <title>Chojnickie Studio Rapsodyczne - repertuar</title>
    <link>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/</link>
    <language>pl</language>
	 <description></description>	 
    <managingEditor>gszlanga@wp.pl</managingEditor>
    <copyright>rapsodyczne.chojnice24.pl</copyright>


	<item>
		<title>V E R S U S</title>
		<link>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/37/</link>
		<pubDate>Thu, 01 Jan 1970 01:00:00 +0100</pubDate>

		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>

		<guid>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/37/</guid>
		<description><![CDATA[V E R S U S
<p>recenzja prasowa:</p>
<p>Gazeta Pomorska, Maria Eichler</p>
<p>recenzja spektaklu - Gazeta Pomorska - Maria Eichler</p>
<p>Spektakl pt. "Versus" to kameralna sztuka rozpisana na troje aktorów. <strong>Grają Daria Kowalonek, Dominik Gostomski i Błażej Tachasiuk</strong>.   Ten ostatni stworzył poruszającą kreację głównego bohatera Fransua  Żako  (taka pisownia została zastosowana w dramacie "Walizka" Danuty   Sikorskiej-Miszczuk, na której opiera się przedstawienie Szlangi). Kto   widział w tej roli Łukasza Sajnaja, ten przyzna, że Tachasiuk śmiało   może z nim konkurować.</p>
<p>Rzecz jest <strong>o naturze ludzkiej, o walce idei, postaw, poglądów</strong>.    Chwyt teatru w teatrze pozwala Szlandze na pokazanie krótkich scenek,  w   których widać, że konfrontacja jest wpisana w nasze życie. Oto  Ameryka  z  jej kultem wolności i poszanowania praw jednostki, w której  dominuje   kolor biały... Oto Polska, w której politycy - z szalikiem  kibica na   szyi - będą ją uważać za kraj tylko dla "swoich". Wszystkich  innych   najchętniej, jak to się mówi, posłaliby do gazu.</p>
<p>Oto wreszcie ulubiona historia Szlangi, którą raz już nam opowiedział. O Fransua Żako, który <strong>przypadkiem odwiedza Muzeum Zagłady, by uświadomić sobie, kim był jego ojciec.</strong> Znaleziona w muzeum walizka przywraca mu pamięć, zmusza do konfrontacji   z samym sobą. - A więc naprawdę jestem Żydem - dociera do bohatera   sztuki. - A mój ojciec zginął w komorze gazowej w Auschwitz. <br />To musi   być szok. Nikt nie lubi należeć do wykluczonych, naznaczonych piętnem.   Lepiej przecież być Francuzem niż Żydem. Lepiej nie wiedzieć, co się   działo w czasie wojny. Nie być ofiarą. <br /><br />Spektakl kończy   współczesna klamra - aktorzy skaczą sobie do oczu, obrzucając się   inwektywami, już w polskich realiach. Na scenie pozostaje jedynie   dziewczyna. W ręku ma biało-czerwoną trąbkę, jaka zazwyczaj dopinguje na   meczach kibiców. Jej przeraźliwy dźwięk rozlega się przy gasnącym   świetle. <strong>W końcu jest tylko ciemność i nic więcej</strong>. Ta scena robi wrażenie. I jest nie tylko krzykiem rozpaczy, ale też ostrzeżeniem.</p>]]></description>
	</item>		
	<item>
		<title>Dzieło Sztuki</title>
		<link>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/19/</link>
		<pubDate>Thu, 01 Jan 1970 01:00:00 +0100</pubDate>

		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>

		<guid>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/19/</guid>
		<description><![CDATA[Nagrody:

nagroda główna na Ogólnopolskim Festiwalu S.O.F.T w Olsztynie 2011
nagroda za reżyserię na Ogólnopolskim Festiwalu S.O.F.T w Olsztynie 2011
nagroda za kreację aktorską dla Błażeja Tachasiuka na Ogólnopolskim Festiwalu S.O.F.T w Olsztynie 2011
nagroda za kreację aktorską dla Łukasza Sajnaja na Ogólnopolskim Festiwalu S.O.F.T w Olsztynie 2011
wyróżnienie za kreację aktorską dla Łukasza Sajnaja on Ogólnopolskim Festiwalu w Szczecinie 2011
wyróżnienie za kreację aktorską dla Błażeja Tachasiuka na Ogólnopolskim Festiwalu w Szczecinie 2011
nagroda prezydenta miasta Gdańska dla najlepszego reżysera festiwalu  Windowisko 2011 w postaci stypendium artystycznego 8.000 zł 
1 nagroda na Konfrontacjach Teatralnych w Kępicach 2011

<p>trailer do spektaklu:</p>
<p></p>
Recenzje:

<p> </p>
<p>Przedstawienie nie należy do łatwych i przyjemnych, więc tym bardziej należy się cieszyć, że ma widownię. Czego młodzi ludzie nauczą się z niego o świecie? Byś może krytycznego spojrzenia na cudze opinie, bo Szlanga buduje sztukę na przeciwstawieniu indywidualnego spojrzenia na siebie samego i tego, co o człowieku mówią inni.</p>
<p>Łukasz Sajnaj, który w spektaklu gra "człowieka bez właściwości", na skraju samobójstwa z tego powodu, po metamorfozie dokonanej rękoma niejakiego Zeusa (jeszcze lepsza rola Błażeja Tachasiuka) nie przestaje cierpieć. Okazuje się, że początkowo pochlebny tłum rychło nie zostawia na nim suchej nitki. Więc może od przywdzianej maski cenniejsza jest jednak prawdziwa twarz? Wolność czynienia tego, co się naprawdę chce? A nie robienie tego, na co liczą inni.</p>
<p>Drugie piętro spektaklu to pytanie o to, czym jest sztuka, kim jest artysta, kto jest artystą. I znowu przewrotnie Szlanga pokazuje, jak bardzo płytkie, jak nijakie jest pojmowanie przez ludzi wszystkiego, co wiąże się z tą sferą. Seria pytań i wypowiedzi o dziele sztuki, którą oglądamy na wideo, dowodzi, że najłatwiej nam o bełkot...</p>
<p>Ale sztuka pociąga. Przedszkolaki, które są pytane o to, kim chciałyby być, mówią, że piosenkarzami, aktorami...I jak leitmotiw przewija się fraza: I cały świat będzie cię wielbić. Bo przecież o to zabiega każdy artysta. O sławę, uznanie, akceptację. Szlanga pyta o jakość sławy - czy o każdą warto zabiegać? Czy każda jest warta przekreślenia własnej tożsamości?</p>
<p style="text-align: right;">Motywem diabolicznym szturmował Malarnię Grzegorz Szlanga. Wraz z przyjaciółmi  po fachu z założonego przez siebie <strong>Chojnickiego Studia  Rapsodycznego</strong> stworzył wyjątkowe, bo nietuzinkowe spojrzenie na  problematykę tożsamości współczesnego artysty, człowieka w ogóle, gubiącego się  w meandrach kariery, żądzy sławy i popularności, nawet kosztem utraty godności.  <strong>"Dzieło sztuki"</strong> reinterpretuje wątek faustyczny, szatańskim  kusicielem czyniąc postać przebojowego menadżera, designera, pozbawionego  jakichkolwiek moralnych dylematów sprzedawcy marzeń. To on kreuje swoje "dzieło  sztuki", a więc nowego człowieka, który na twarz niespełnionego życiowo  śmiertelnika nakłada maskę celebryty, gwiazdy rozsiewającej blask kontrowersji i  obsceny. "Dzieło sztuki" to nie tylko świetna przygoda intelektualno-duchowa,  inspirowana powieścią Erica-Emmanuela Schmitta, ale wyborna uczta dla tych,  którzy szczególną uwagę zwracają na detale w przygotowaniu scenograficznym.  Nawet konotujące drapieżność soczewki na jednym oku bohaterów, należących do  świata Mefisto vel Zeusa Petera Lamy czy mały czerwony kapelusik na jego głowie  stały się podprogowym kodem, wpisującym się w manipulacyjny wyraz spektaklu.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Anna Kołodziejska</strong><br /><strong>Teatralia  Trójmiasto</strong><br /><strong>14 października 2011</strong></p>
<p style="text-align: right;"><strong><br /></strong></p>


<p><strong>recenzja - Gazeta Pomorska - Maria Eichler</strong></p>
<p>Nowa premiera Chojnickiego Studia Rapsodycznego zmusza do myślenia i odpowiedzi na kilka pytań. I wcale nie będzie to takie łatwe. W spektaklu grają: Łukasz Sajnaj, Judyta Tachasiuk, Anna Maria Król i Błażej Tachasiuk</p>
<p>Rzecz nazywa się "Dzieło sztuki", a więc wkracza po części na teren autorefleksji. A że tak jest, przekonują już pierwsze sekundy spektaklu, kiedy jedna z aktorek beznamiętnie odczytuje internetowe wpisy odsądzające od czci i wiary reżysera spektaklu.</p>
<p>Pytanie - kim jestem - towarzyszy bohaterowi spektaklu granemu przez Łukasza Sajnaja (specjalne brawa - wygrał casting i będzie grał w Narodowym Teatrze Edukacji we Wrocławiu). Ponieważ odpowiedź jest dla niego wbijająca w ziemię, bo ocenia siebie jako nijakiego i bez wartości, więc postanawia popełnić samobójstwo.</p>
<p>Przeszkadza mu w tym podejrzany jegomość o ksywce Zeus grany przez Błażeja Tachasiuka. Jako spec od kreacji osobowości stwarza na nowo image bohatera. Ta nowa rola - seksownego chłopczyka w czerwonej marynarce, o czerwonych usteczkach i kredowobiałej buzi, w obcisłych getrach - na początku wydaje się mistrzostwem świata. Ale nadchodzi przebudzenie...</p>
<p>Spektakl wykorzystuje też nieteatralne środki przekazu. Jego integralną częścią są filmiki z serią wywiadów o tym, jak podoba się nowe dzieło sztuki. Szlanga pokazuje, że tak naprawdę nikt nie ma nic do powiedzenia, że mamy do czynienia z bełkotem, z drugiej strony - uprzedza, że tak być może będzie wyglądała recenzja jego "Dzieła sztuki". Podobnie jak to się dzieje na internetowych forach. Pojawia się pytanie o rolę artysty we współczesnym świecie i jego potrzebę akceptacji i uwielbienia. Dzieci z przedszkola (ścieżka głosowa) odpowiadają na pytanie, kim chciałyby być. Jeśli aktorem/aktorką, to dlatego, że będę sławna, sławny. - Będą cię wielbić - słyszymy. I jest to też przedstawienie o tym, jak bardzo potrzebujemy tego, żeby ktoś powiedział nam "tak", "OK, to, co robisz, jest fajne".</p>
<p>W pewnym sensie Szlanga być może dokonuje ekshibicjonistycznego odsłonięcia własnych kompleksów i lęków. A spektakl jest na pewno dojrzały i ważny. Polecam.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>MARIA EICHLER; Gazeta Pomorska</strong></p>


<p>W żadnym wypadku! Tak żenującego poziomu reżyserii i aktorstwa chojnicka scena jeszcze nie widziała. Przykre to tym bardziej, że ta tak zwana „sztuka” jest dziełem utrzymującego dotychczas w miarę przyzwoity poziom Chojnickiego Studia Rapsody</p>
<p>Marnego scenariusza i kiepskiego aktorstwa nie uratowały nawet efekty multimedialne. Amatorszczyzna, chłam, pseudoteatralny gniot.Tak rozpoczęta, pisana na serio recenzja skutkować by mogła nie tylko szybszym biciem serc czytających ją reżysera i aktorów, czy oburzeniem tych, którzy grę widzieli i zgotowali twórcom owację na stojąco. Nieporównywalnie gorszym okazałby się zdumiewający wpływ tej jednej, subiektywnej przecież opinii na opinię wielu. Kto wie, czy faktycznie nie uczyniłaby ona z dobrego spektaklu  marnej szopki?</p>
<p>Jak cię widzą, tak cię piszą – jak cię piszą, tak o tobie mówią – jak o tobie mówią, takim cię czynią. Tak w skrócie zawrzeć można sens wystawionego w piątek (24 września 2010) na deskach Chojnickiego Domu Kultury spektaklu. Tytułowe dzieło sztuki, znane także jako Adam bis (w tej roli Łukasz Sajnaj), jest genialnym tworem Zeusa Petera Lama (Błażej Tachasiuk), boskiego (s)twórcy Facebooka. Powołane do istnienia jako konstrukt woli internetowego „Bruce’a wszechmogącego”, staje się bytem idealnym. I choć rzeczywistość przedstawiona na scenie wydaje się nieco nieziemska, to w istocie – taka właśnie jest nasza codzienność. „Sweetaśne focie” z wakacji na Majorce wrzucane na Naszą-klasę, Facebooka, Grono czy tysiące innych portali społecznościowych, stanowić mają o naszej pozycji. Nieważne, jakimi bylibyśmy nieudacznikami – w świecie ludzi stajemy się takimi, jakimi widzą nas autorzy równie „sweetaśnych komciów”. Czy jest sens zmieniać swoje życie, skoro po namyśle Photoshop wychodzi taniej?</p>
<p>Spektakl, choć utrzymany w lekkim, przesyconym humorem tonie, skłania ku poważnym przemyśleniom. Zastosowanie efektów multimedialnych oraz surowa scenografia uczyniły z „Dzieła sztuki” interesujące pod względem plastycznym widowisko. Całość wieńczy zaskakująco sprawne aktorstwo. Wspomniany Łukasz Sajnaj, choć ma za sobą stosunkowo skromne doświadczenie, dał się poznać jako dojrzały, doskonale panujący nad materią swego ciała aktor. Odtwórcy pozostałych ról: Anna Król, Judyta Tachasiuk oraz Błażej Tachasiuk – z równie dobrym rezultatem – grali głównie głosem. Ale nie musicie wierzyć tym słowom. To tylko opinia. Albo – aż opinia.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Agnieszka Straburzyńska - Glaner</strong></p>


<p>W piątkowe popołudnie aktorzy amatorzy z Chojnickiego Studia Rapsodycznego zaprosili na premierowy spektakl Dzieło Sztuki. Była to opowieść o artyście, któremu zbrzydło życie, i co najważniejsze, z powodu niezrozumienia jego sztuki przez odbiorców chciał popełnić samobójstwo. Odrodził się jednak na nowo zmieniając swój wizerunek. Zarówno jedną, jak i drugą pozę artysty, wykreowała publiczność często z lubością wypowiadająca się na forach internetowych - oczywiście anonimowo. Cytowane z internetu komentarze brzmiały zaskakująco znajomo. Jeśli wśród około dwustu widzów był autor którejkolwiek, odczytanej wypowiedzi, z pewnością poczerwieniał ze wstydu. Uszło mu to płazem, bo na sali w Chojnickim Domu Kultury panowały egipskie ciemności. Być może jednak zanim napisze coś na forum ponownie, zastanowi się przynajmniej kilka razy nad swoimi słowami.</p>
<p>Reżyserem spektaklu był Grzegorz Szlanga. Aktorami zaś: Anna Maria Król, Judyta Tachasiuk, Łukasz Sajnaj i Błażej Tachasiuk. Tego ostatniego podziwiać mogliśmy wcześniej w spektaklu Dziecko dla początkujących. Obie role były zagrane świetnie jednak w Dziele Sztuki prym wiódł Łukasz Sajnaj. Aktor nie tylko mógł swoim wyglądem przyprawić damską część publiczności o miękkość w kolach. Pokazał też grając artystę, że wcielić się może w każdą rolę - od zrezygnowanego artysty planującego własne samobójstwo do wielbionego przez tłumy ekstrawaganckiego schowmana.</p>
<p>Publiczność była zachwycona o czym świadczy owacja na stojąco. Dla mnie... po prostu bomba! Jeśli studio i aktorzy będą się tak rozwijali nadal, to pozostanie mi nic tylko zrezygnować z wyjazdów choćby do Teatru Wybrzeże w Gdańsku, czy Teatru im. Aleksandry Fredry w Gnieźnie. Rezygnację przyjmę z aprobatą.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Maria Sowisło - Dziennik Bałtycki</strong></p>

Zdjęcia
<p>zdjęcia: Daniel Frymark</p>
<p></p>]]></description>
	</item>		
	<item>
		<title>Uśmiech Dostojewskiego</title>
		<link>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/35/</link>
		<pubDate>Thu, 01 Jan 1970 01:00:00 +0100</pubDate>

		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>

		<guid>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/35/</guid>
		<description><![CDATA[<p>- I nagroda na wojewódzkim etapie OKR'u w kategorii Teatr Jednego Aktora za spetakl "Usmiech Dostojewskiego" w Poznaniu i awans do finału monodramów w Słupsku</p>

<p>Joanna NOWIŃSKA - recenzja z Koszalina, Teatr DIALOG</p>
<p> </p>
<p><strong>12 kwietnia 2012 roku Teatr Propozycji „Dialog” gościł mistrza monodramu ze Słupska, Stanisława Miedziewskiego, który przedstawił koszalińskiej publiczności swój nowy spektakl prezentowany przez Grzegorza Szlangę. Inspiracją <em>Uśmiechu Dostojewskiego</em> była <em>Lolita</em> – słynna powieść Vladymira Nabokova. Książka ukazała się w 1955 roku w atmosferze skandalu obyczajowego. Dziś to już szacowna klasyka uznawana za jedno z arcydzieł światowej literatury. A jednak historia obsesyjnej miłości dojrzałego mężczyzny do dwunastoletniej dziewczynki wciąż budzi kontrowersje, a jednocześnie fascynuje kolejne pokolenie twórców. Dzieje miłości niemożliwej dwukrotnie przenoszono na wielki ekran. W teatralnej wersji ta historia jest równie interesująca dzięki pełnej inwencji reżyserii i brawurowemu aktorstwu. </strong></p>
<p> </p>
<p>Fenomen niegasnącej popularności powieści liczącej sobie już 57 lat, z pewnością nie jest spowodowany jedynie szokującą fabułą. Krytycy literatury podkreślają piękny język Nabokova, mistrzostwo formalne w konstrukcji jakże niejednoznacznego (a może właśnie jednoznacznego?) etycznie bohatera, a także synkretyzm gatunkowy <em>Lolity</em> łączącej elementy melodramatu, kryminału i powieści drogi. Wielkim atutem powieści, być może dostrzeganym i docenianym jedynie przez znawców, są również odniesienia do wielkich dzieł światowej literatury, także do twórczości Fiodora Dostojewskiego. Może właśnie dlatego w teatralnej wizji Stanisława Miedziewskiego pojawia się tajemniczy „uśmiech Dostojewskiego, który świtać zaczyna niczym dalekie, straszne słońce”? Przecież problem winy i kary, jeden z wiodących motywów twórczości wielkiego rosyjskiego pisarza, jest także niezwykle istotny w powieści o pogmatwanych i tragicznych dziejach miłości niemożliwej.</p>
<p>Fabuła <em>Lolity</em> jest dobrze znana. Erotyczna fascynacja, jaką w dojrzałym, wykształconym Europejczyku budzi kapryśna amerykańska nastolatka była również interpretowana na przeróżne sposoby. Przekładając doskonale znaną historię na język teatru, zawsze zaskakujący <strong>Stanisław Miedziewski</strong> odważnie i nowatorsko odczytuje klasykę. Proponuje spektakl ascetyczny, imponujący intelektualną precyzją, pobawiony zbędnych ozdobników, koncertując się na samej esencji fatalnego zauroczenia pochłaniającego bohatera. Monodram jest także piękną próbą dotarcia o prawdy o człowieku. Reżyser nie usprawiedliwia, nie szuka motywów życiowych wyborów. Próbuje je zrozumieć z należną empatią dla ludzkich emocji, z dystansem i wyrozumiałością. Precyzyjnie konstruuje psychologiczną opowieść złożoną ze sprzecznych motywacji i fatalizmu losu. Nastrój podkreśla sugestywną grą świateł nieomal odrealniających przestrzeń, a sceniczne obrazy nasyca dynamiką budując przejmującą wizję podróży w głąb mrocznych zakamarków ludzkiej duszy.</p>
<p>W aż gęstą od emocji materię widowiska znakomicie wpisuje się nasycona przenikliwym dramatyzmem rola <strong>Grzegorza</strong> <strong>Szlangi</strong>. Młody aktor brawurowo wcielił się w postać Humberta, doskonale oddając wszelkie odcienie neurotycznego niepokoju, tak charakterystyczne dla wykreowanego przez niego bohatera. Początkowo Humbert próbuje bagatelizować nagłe zauroczenie pełną wdzięku dwunastolatką. Przecież Lolita jest jeszcze dzieckiem! Nie potrafi jednak zapanować nad narastającą obsesją. Rozpoczyna się pełna erotycznego napięcia psychologiczna gra, a jej efektem jest zaskakująca metamorfoza. Oto kulturalny, wykształcony człowiek zmienia się na naszych oczach w wyrachowanego potwora niecofającego się przed oszustwem i podłym kłamstwem, by tylko zdobyć Lolitę, która stała się „światłem jego życia”.</p>
<p><strong>Grzegorz Szlanga</strong> doskonale oddaje ewolucję swojego bohatera wiarygodnie zmieniając się w cynicznego mieszkańca krainy, w której „wolno absolutnie wszystko”. Euforia mija jednak bardzo szybko. U boku młodziutkiej kochanki nieszczęsny Humbert nie ukrywa, że „kona z wyrzutów sumienia i nienawiści do samego siebie”. Więc nawet w tym świecie skrajnego indywidualizmu pozbawionego moralnych zakazów i nakazów, towarzyszy mu poczucie winy, gorycz i przeczucie tragedii wpisanej w historię fatalnego zauroczenia…</p>

<p></p>
<p>zdjęcia: Daniel Frymark</p>]]></description>
	</item>		
	<item>
		<title>Młodzież kontra.. śmierć</title>
		<link>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/38/</link>
		<pubDate>Thu, 01 Jan 1970 01:00:00 +0100</pubDate>

		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>

		<guid>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/38/</guid>
		<description><![CDATA[<p></p>]]></description>
	</item>		
	<item>
		<title>Dziecko dla początkujących</title>
		<link>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/21/</link>
		<pubDate>Thu, 01 Jan 1970 01:00:00 +0100</pubDate>

		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>

		<guid>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/21/</guid>
		<description><![CDATA[Nagrody:

I nagroda na Konfrontacjach Teatralnych - Kępice 2010
kwalifikacja na Windowisko 2010

Recenzje:

<p>Inspiracją scenicznego przedstawienia były publikowane na łamach miesięcznika „Dziecko” i wydane później w formie książkowej – właśnie pod tytułem Dziecko dla początkujących – felietony Leszka Talki. Wspólne tekstom literackim oraz scenicznej wizji jest niewątpliwie humorystyczne podejście do kwestii ojcostwa. Problem „tacierzyństwa” w świetle nasilającej się tendencji do utrzymywania aktywności zawodowej młodych matek, jest zresztą niesamowicie aktualny, a podjęcie go w formie teatralnej, okazało się strzałem w dziesiątkę.</p>
<p>Dwaj młodzi tatusiowie, w których role wcielili się Piotr Rutkowski i Błażej Tachasiuk muszą zmierzyć się ze wszystkimi wyzwaniami, jakie stawia przed nimi ojcostwo. Wizja pojawienia się nowego członka rodziny staje się dla młodych mężczyzn istnym koszmarem. Choć nie do końca, bo jak mówią – miłe złego początki. Nikt przecież, tak jak młodzi tatusiowie, nie wydzwania po całej rodzinie, by czym prędzej obwieścić radosną nowinę, nikt tak gorliwie nie sprasza wszystkich znajomych na wspólne świętowanie, nikt wreszcie nie potrafiłby przelicytować przyszłego ojca w kwestii posiadanych wózeczków, szafeczek, łóżeczek, ubranek, że o elektronicznych opiekunkach do dzieci nie wspomnę. Wychowywanie pociechy z podręcznikiem w ręku to utopia, w której skuteczność, mimo wszystko, naiwny, młody rodzic często święcie wierzy. Jednak, jak to w życiu bywa – teoria mija się z praktyką, a wszystkie „smaczki” ojcostwa zapisane są w poradnikach małym druczkiem, tudzież między wersami. Nocne wstawanie, kamienie, opowiadanie bajek, kąpiele, praktyczny brak czasu wolnego i nerwowe wyczerpanie otrzymują młodzi rodzice z dobrodziejstwem inwentarza. O ile jednak „kobieta to kobieta”, a rola matki jest jej jakby genetycznie przypisana, tak perspektywa przyszłego ojcostwa urasta przed młodymi mężczyznami do rangi niemalże nadludzkiego wyzwania.</p>
<p>Duchowym patronem scenicznych tatusiów mógłby z powodzeniem zostać znany z Epoki Lodowcowej Sid Leniwiec, dla którego dziecko to urocza, niewinna istotka, która nie robi nic innego, jak tylko całymi dniami słodko „guga”. Potem dopiero się okazuje, że młody człowieczek uczy się szybciej niż tato przypuszczał, a „guganie” ni stąd ni zowąd staje się budzącym zdziwienie rodziców rzucaniem „kujwami”. Ale chyba nie ma się co przerażać. Nakreślona w spektaklu wizja ojcostwa nie napawa może zbytnim optymizmem przyszłych rodziców, lecz intuicyjnie jakoś wyczuwamy tu przerysowanie, które dystansuje nas do wydarzeń rozrywających się na scenie. Niemała jest oczywiście w tym zasługa aktorów (...,) jednak odtwórcy głównych ról niewątpliwie stanęli na wysokości zadania i stali się nad wyraz sugestywnymi tatusiami.</p>
<p>Dziecko dla początkujących to rodzaj scenicznej terapii wstrząsowej, a istotą jej działania jest, jak można by przypuszczać, próba zażegnania traumy śmiechem. Trochę może jest racji w tych małych ojcowskich tragediach, ale czy jest słodszy widok nad ojca tulącego czule swoją maleńką pociechę?</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Agnieszka Straburzyńska-Glaner, <a class="external" href="http://www.chojnice.pl">www.chojnice.pl</a></strong></p>


<p>Dość karkołomnym zabiegiem wydawać się mogło przeniesienie na scenę felietonów Leszka Talki o szczęściu i rozterkach młodego ojca drukowanych w "Gazecie Wyborczej". Grzegorzowi Szlandze (zarazem reżyserowi) z Chojnickiego Studia Rapsodycznego udało się je bardzo zmyślnie zaadaptować na scenę. "Dziecko dla początkujących" okazało się nietypowym i przekomicznym poradnikiem "tatusiostwa" odegranym w formie delikatnej farsy przez dwójkę aktorów.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Paweł Chmielewski - gazeta wyborcza - recenzja z Przeglądu Teatrów Niezależnych w Kielcach</strong></p>

Zdjęcia
<p></p>]]></description>
	</item>		
	<item>
		<title>Bon Voyage</title>
		<link>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/22/</link>
		<pubDate>Thu, 01 Jan 1970 01:00:00 +0100</pubDate>

		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>

		<guid>http://rapsodyczne.chojnice24.pl/repertuar/pokaz/22/</guid>
		<description><![CDATA[Opis:
<p>Współczesny chłopak wykreowuje francuską postać na oczach widzów, która musi odbyć “voyage” w głąb siebie - znaleźć brakujący element, który powoduje, że bohater czuje się “tylko w połowie”. Szybko okazuje się jednak, że odkrycie prawdy o swojej rodzinie i jej żydowskim rodowodzie silnie determinuje wyobrażenie o życiu bohatera. Jak bardzo jesteśmy zdeterminowani przez naszą narodowość i jaki mieć do tego stosunek? - na to pytanie realizatorzy spektaklu próbują znaleźć odpowiedź. Chłopak współczesny prowadzi dla nas tę historię w ascetycznej scenerii. Jego bohater ostatecznie znajduje rozwiązanie. “Tak się kończy ta historia” - tylko czy na pewno?</p>
Nagrody:

Grand Prix na wojewódzkim etapie OKR’u 2009 (woj.wielkpolskie)
Nagroda za reżyserię spektaklu “Bon Voyage” dla G.Szlangi
Nagroda Główna na festiwalu WINDOWISKO 2009 w Gdańsku
wyróżnienie dla Grzegorza Szlangi na festiwalu w Szamotułach

Recenzje:

<p>...Łukasz Sajnaj powalił widownię na łopatki w monodramie “Bon Voyage”... Dostał owację na stojąco, bo jego Francois, który szuka prawdy, tożsamości i korzeni, był absolutnie poruszający....</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Gazeta Pomorska - Maria Eichler</strong></p>

Zdjęcia
<p>zdjęcia: Daniel Frymark</p>
<p></p>]]></description>
	</item>		
  </channel>
</rss>
